Przejdź do głównej treści

Zapis na listę subskrybentów

Lista subskrypcyjna
Loading...

Dobrý den, czyli magia klatki schodowej

Wprowadzasz się do czeskiego bloku, wchodzisz do windy z siatkami pełnymi zakupów, a tu nagle kompletnie obcy gość patrzy Ci w oczy i mówi: „Dobrý den”. Ty, przyzwyczajony do polskiej szkoły przetrwania pt. „patrz w telefon i udawaj ducha”, mruczysz coś pod nosem albo – co gorsza – milczysz. Gratulacje, właśnie stałeś się najbardziej nielubianą osobą w klatce. W Czechach przywitanie się z nieznajomym to nie kurtuazja – to fundament cywilizacji.

Jeśli myślałeś, że Czesi są aspołeczni, bo w pracy trzymają dystans, to wizyta w typowej kamienicy lub bloku szybko wyprowadzi Cię z błędu. Istnieje niepisany kodeks, który mówi jasno: jeśli dzielisz z kimś przestrzeń mniejszą niż boisko do piłki nożnej (winda, klatka schodowa, poczekalnia, a nawet szlak w górach), masz obowiązek wydać z siebie dźwięk.

1. Prawo windy i klatki schodowej

W Polsce klatka schodowa to często strefa niczyja. W Czechach to przedłużenie salonu. Gdy spotykasz sąsiada, nie wystarczy skinienie głową. Musi paść wyraźne „Dobrý den”. Co ciekawe, zasada ta obowiązuje nawet wtedy, gdy widzisz kogoś po raz pierwszy w życiu i wiesz, że to tylko kurier albo gość sąsiada z naprzeciwka.

Dlaczego to robią? To prosty mechanizm budowania bezpieczeństwa. Mówiąc „Dobrý den”, Czech mówi Ci: „Widzę Cię, rejestruję Twoją obecność, jesteś częścią mojej przestrzeni”. To sprawia, że anonimowy tłum zamienia się w społeczność. Jeśli będziesz unikać wzroku, zostaniesz uznany za kogoś, kto ma coś do ukrycia. Albo po prostu za gbura.

2. „Ahoj” na szlaku, czyli solidarność turystyczna

Idziesz na spacer w Karkonosze albo Szumawę. Wokół tylko drzewa, skały i... nagle z naprzeciwka wyłania się czeski turysta w profesjonalnych butach i z kijami. Zanim zdążysz pomyśleć o pogodzie, słyszysz radosne: „Ahoj!”.

Tutaj zasada „Pan/Pani” idzie do lasu. Na szlakach górskich i rzekach (podczas spływów) wszyscy są na „Ty”. To stara tradycja trampingu i skautingu. Góry to miejsce, gdzie status społeczny nie ma znaczenia, a solidarność między wędrowcami jest święta. Odpowiedzenie „Dobrý den” brzmi tam wręcz... obraźliwie i sztywno. Na szlaku jesteś „swoim”, więc wal śmiało: „Ahoj!”.

3. Poczekalnia u lekarza – najtrudniejszy poziom

Wchodzisz do gabinetu, w którym siedzi pięć obcych, cierpiących osób. W Polsce zazwyczaj panuje grobowa cisza przerywana tylko szelestem gazety z 2015 roku. W Czechach? Wchodzisz i mówisz głośno: „Dobrý den”. Wychodząc, mówisz: „Na shledanou” (Do widzenia). Co więcej, często ludzie odpowiedzą Ci chórem. To rytuał, który ma rozładować napięcie. Jesteśmy w tym samym bagnie (chorobie), więc miejmy dla siebie trochę ludzkiej życzliwości.

4. Kto pierwszy?

Hierarchia jest ważna. W windzie pierwszy wita się ten, kto wchodzi. Na klatce schodowej – ten, kto przechodzi obok. W górach – zazwyczaj ten, kto ma więcej energii, choć w dobrym tonie jest, by witali się wszyscy równocześnie.

Dla nas, Polaków, może to brzmieć męcząco. Ile razy dziennie można mówić „Dzień dobry”? Odpowiedź brzmi: tyle, ile razy spotkasz człowieka. To mały wysiłek, który w czeskich oczach zmienia Cię z „obcego” w „sąsiada”.

5. Pożegnanie, czyli „Na shledanou”

Nie zapomnij o finale. Wyjście z windy bez słowa „Na shledanou” (lub luźniejszego „Mějte se hezky”) jest jak wyjście z kina przed końcem filmu. To domknięcie kontaktu. Czech może nie chcieć z Tobą rozmawiać o polityce, ale chce mieć pewność, że interakcja zakończyła się w sposób cywilizowany.

Następnym razem, gdy zobaczysz sąsiada na schodach, nie uciekaj wzrokiem. Wyprostuj się, nabierz powietrza i rzuć soczyste „Dobrý den!”. Zobaczysz, jak nagle atmosfera w bloku się ociepli, a Ty poczujesz się w Czechach o wiele bardziej... u siebie.